Lazurowy zawrót głowy. Ibiza.

Opublikowano Baleary Formentera Hiszpania Ibiza

Jest, jest, jest! W końcu trochę słońca, trochę spokoju, trochę urozmaicenia. Wybraliśmy się na Ibizę, wyspę Balearów, tam gdzie w sezonie muzyka nie ustaje nawet w nocy. Tam, gdzie zjeżdżają się ludzie z całego świata, żeby kosztować bezstresowego życia. A co mógł robić tam taki spokojny człowiek jak ja, czyli stroniący od głośnych imprez, litrów alkoholu, przemocy i nie noszący tabletek extasy w kieszeni? Nie, nie macie racji. Nie pojechałem się tam modlić. Pojechałem podziwiać widoki i na szczęście ani trochę się nie zawiodłem.

Dzień 1

Tym razem lecieliśmy dość nietypowo, bo z Eindhoven, do którego w tym czasie było nam najbliżej. Nasza wycieczka trwała od wtorku do niedzieli. Z racji tego, że wyspa jest zdecydowanie mniejsza niż Majorka, mogliśmy przejechać ją dookoła w zaledwie w kilka dni. Ba, pewnie nawet z kilka razy, gdyby nam się nudziło, lecz wcale tak nie było. Choć wyspa nie obfituje w wiele szczególnych atrakcji, to byliśmy na niej zapracowani od świtu do zmierzchu. Pomimo, że była to praca bez płacy, to ani myślę się awanturować.

We wtorek przylecieliśmy na Ibizę bez żadnych komplikacji po drodze. Spokojny start, spokojny lot, spokojne lądowanie. Na wyspie zameldowaliśmy się kilka minut po 19 i od razu kroki skierowaliśmy w stronę wypożyczalni. Tym razem padło na firmę Alamo. Nowy samochód Reanault Clio z przebiegiem 1800 km i w pełnym wyposażeniu, dostaliśmy za 179zł na 4 dni. Pojazd rezerwowałem przez stronę DoYouSpain.com. Choć zazwyczaj tego nie robimy, to tym razem złamaliśmy naszą zasadę o nie wykupywaniu dodatkowego ubezpieczenia i za 108 zł nabyliśmy pakiet ubezpieczenia na opony, szyby itd. Nasze działanie było spowodowane tym, że naczytaliśmy się przed podróżą o trudach jazdy po wyspie, a przede wszystkim o parkowaniu samochodu na samochodzie. Nawet hotele nie mają zazwyczaj swoich parkingów, a auta pozostawia się po prostu przy drodze. Nie chcąc bawić się w  dodatkowe koszta, za grosze wykupiliśmy pakiet na brak zmartwień z tytułu wypożyczenia auta.

Przed dojazdem do hotelu chcieliśmy jeszcze zaopatrzyć się w jakiś prowiant. Pracownik wypożyczalni zrobił nam mapkę dojazdu do Lidla. Po jej obejrzeniu zaczęło mi się kręcić w głowie od ilości rond, które umieścił na mały skrawku papieru. Przypuszczam, że Enigmę było zdecydowanie łatwiej rozszyfrować, dlatego zakupy odłożyliśmy na kolejny dzień i bezpośrednio pojechaliśmy do hotelu.

Nasz kolejny urlopowy dom położony był w miejscowości Es Canar na wschodnim krańcu wyspy. Zdecydowałem się zarezerwować hotel AzuLine Coral Beach, ponieważ oferował on w cenie pokoju także wyżywienie (śniadania i kolacje). Podobne oferty w mieście Ibiza, czy w rozrywkowym San Antoni de Portmany były zdecydowanie droższe i tym samym nieopłacalne. Na dodatek posiadałem kod zniżkowy na 15% do wykorzystania na stronie venere.com. Tam też dokonałem rezerwacji. Ostatecznie hotel na 5 dni z wyżywieniem kosztował nas 917 zł. Jeśli czytaliście poprzednie relację, to z pewnością wiecie, że rzadkością jest kiedy rezerwujemy hotel z dodatkowymi usługami. Zazwyczaj lubimy sobie wyjść wieczorem do restauracji i kosztować lokalnego jedzenia. W tym przypadku było to jednak opłacalne stąd taka decyzja. Jedzenie hotelowe okazało się urozmaicone i w większości smaczne. Kilkudaniowy bufet pozwolił każdemu znaleźć coś dla siebie. Jeśli chodzi o pokoje, to dostaliśmy pokój na 3 piętrze z widokiem na basen. W kwestii wystroju, to w 100% odzwierciedlał standardy hiszpańskie. Jedynym minusem okazał się dodatkowo płatny internet, co jest też standardem na wyspie. Oczywiście obsługa w recepcji porozumiewała się tylko po hiszpańsku, więc komunikacja była z nimi nieco utrudniona.

Po kolacji nie przeciągając dłużej dnia, poszliśmy spać, ponieważ pobudka następnego dnia zaplanowana był na 7:45.

Dzień 2

Ze wstaniem nie było problemu. Obudziliśmy się o zakładanej godzinie i zeszliśmy na śniadanie. Niestety od rana pogoda rozczarowywała. Niebo było zachmurzone w 100% i co najgorsze taki stan miał się utrzymywać przez cały dzień. Na szczęście nie zapowiadano opadów deszczu, więc wyruszyliśmy na eksplorację terenu z nadzieją, że się trochę rozpogodzi. Akurat dobrze się złożyło, ponieważ mieliśmy środę, czyli jedyny dzień w tygodniu, w którym otwarty jest najstarszy na świecie Hippy Market i to właśnie w Es Canar. Atrakcja była polecana na wielu stronach, więc i nas nie mogło tam zabraknąć. Na miejsce podjechaliśmy autem, ponieważ planowaliśmy dalszą podróż po odwiedzeniu targowiska. Przy Hippy Market są dwa duże parkingi, oczywiście płatne, 4 euro za samochód. Przed wejściem przywitał nas radosny baner, więc czując w powietrzu klimat dzieci kwiatów ruszyliśmy radośnie przed siebie. Targ otwarty jest od godzinie 10. Gdy przyjechaliśmy parę minut po otwarciu jeszcze nie wszystkie stoiska były otwarte. Poruszając się między kolejnymi straganami oglądaliśmy rzeczy tchnięte klimatem hipisowskim, lecz z pewnością większość made in China. Część sprzedawców w żaden sposób nie nawiązywała do historii tego miejsca. Po prostu przyjechali zarobić, tak jak na zwykłym targowisku. Oczywiście nabyliśmy trochę pamiątek, poczuliśmy zapach palonej trawki, tak dobrze nam znany z holenderskiego powietrza i to by było na tyle.

W dalszej części dnia planowaliśmy zobaczyć kilka plaż wzdłuż południowego wybrzeża Ibizy. Na miejscu potwierdziły się słowa innych osób, które miały przyjemność zwiedzać Ibizę poza sezonem, że w tym okresie plaże są zazwyczaj puste. Nam tego dnia udało się odwiedzić kilka z nich, a były to:

1.Cala Llonga – jedna z nielicznych plaż, na których znaleźliśmy tak czysty piasek. Całkiem obszerna z zapleczem gastronomicznym.
2. Sol d’en Serra – tutaj w zasadzie nie ma plaży. Jest za to droga restauracja, która udostępnia swoim klientom leżaki. Miejsce usytuowane na skarpie daje ładny widok na zatokę.
3. Cala Olivera – dojazd na tę plaże jest nieco utrudniony, ponieważ prowadzi do niej droga szutrowa. Przy delikatnych manewrach autem można dojechać pod samą plażę. Zamiast piasku są kamyczki. Miejsce ciche i spokojne, w sam raz dla nudystów.
4. S’ Estanyol – strasznie biedna plaża, bez piasku, może w sezonie zmienia się na lepsze. Dojazd kiepski, ale możliwy.
5. Talamanca – plaża uważana za jedną z lepszych na Ibizie, długa z białym piaskiem. W pobliżu znajdują się restauracje. Parking w sezonie płaty 6 euro za dzień. W kwietniu nieprzygotowana na turystów.
6. Cap Martinet – jedna z plaż zatoki, kamienista, bez zaplecza gastronomicznego. Interesujące skalne otoczenie.

Po zwiedzeniu kilku plaż dotarliśmy do miasta Ibiza. Przejeżdżając obok portu można zauważyć znak kierujący na parking. Polecam właśnie tam zaparkować auto, ponieważ w innych częściach miasta bywa to kłopotliwe, aczkolwiek możliwe. Pewne jest, że znalezienie darmowego parkingu to jak trafienie 6 w totka. Także oszczędzając sobie stratę czasu i ewentualnych nerwów wiążących się z jazdą po wąskich uliczkach miasta, polecam od razu udać się na wspomniany parking. Minuta postoju kosztuje tam 0,02 centa, a za dzień maksymalnie zapłacimy 22 euro. Ponadto, parking jest w dobrej lokalizacji. Znajduje się tuż przy porcie, w odległości krótkiego spaceru do głównej ulicy miasta (d’Espanya) oraz Dallt Villa, czyli zabytkowej części miasta, której nie sposób ominąć.

Dalt Villa to pięknie położona na wzgórzu dzielnica, wpisana na światową listę zabytków UNESCO, która od reszty miasta oddzielona jest murem. Bez wątpienia jest to najlepsza atrakcja stolicy, którą koniecznie trzeba zobaczyć. Spacer najlepiej odbyć wieczorową porą tuż przed zachodem słońca. Z murów Dalt Villa rozprzestrzenia się wspaniały widok na wyspę. My niestety nie mogliśmy tego dnia cieszyć się ze wspaniałych widoków, ponieważ słońce schowane za wieloma chmurami nie podjęło żadnej walki, żeby choć na chwilę rozpogodzić dzień. Pozostało nam więc cieszyć się „tylko” tymi dobrymi. Chodząc wąskimi uliczkami, przy których stoją stragany, na których prosperują restauracje, doszliśmy do twierdzy, zamku, katedry, kościoła i muzeum archeologicznego. Jeśli komuś będzie chciało się targać ze sobą beczkę z proszkiem, to nawet i z działa sobie strzeli. Gdzieniegdzie po drodze rosną wystraszone drzewka pomarańczowe, które wciąż czekają na kolejnych szabrowników. Doszliśmy na szczyt i okazało się, ze jesteśmy dosyć wysoko, dosyć widzimy i możemy zrobić dosyć zdjęć. Warto dodać, że stosunkowo niedawno, bo w 2002 r. odkryto salę zamkową, w której pozostało wiele przedmiotów codziennego użytku, które datowane są na czasy panowania Fenicjan.

Po stoczeniu się z góry udaliśmy się jeszcze do portu, żeby zbadać kwestię transportu na wyspę Formentera. Po zasięgnięciu opinii (warto podejść do informacji turystycznej, gdzie rozdają świetne mapki wyspy), udaliśmy się do w drogę powrotną do hotelu.

Dzień 3

Kolejnego dnia, w zasadzie jak każdego podczas wizyty na Ibizie, postawiliśmy na zwiedzanie kolejnych plaż. Tym razem postanowiliśmy ruszyć na północ. Pogoda przez cały dzień była obłędna (zero chmur na niebie), więc plaże i zatoki mogliśmy oglądać w pełnej krasie. Podczas całodniowej wycieczki objazdowej udało nam się zobaczyć wiele różnorodnych plaż, które bardziej lub mniej zachwycały. Podróż na północ dostarczyła nam sielskich klimatów, pięknych widoków i spokoju, o który podobno ciężko na Ibizie. Miejsca, które udało nam się zobaczyć to:

1.Cala d’en Serra – idealne rozpoczęcie dnia, na takie widoki czekałem. Plaża z punktu widokowego wygląda jak z najlepszych pocztówek. Dojazd do kamienistej plaży jest utrudniony, ale możliwy. Brak zaplecza gastronomicznego.
2. Portinatx – w miasteczku znajduje się plaża miejska, piaszczysta, z zapleczem gastronomicznym. W kwietniu była przygotowywana do sezonu.
3. Cala des Xuclar – niewielka plaża, do której w kwietniu ciężko było dojechać. Przed sezonem wyglądała chyba najgorzej ze wszystkich plaż, które odwiedziliśmy, a w sezonie raczej też nie będzie zachwycać. W sezonie otwarty jest bar przy plaży.
4. S’illot Rencli – kolejna mała i kamienista plaża po drodze. W sezonie otwarta jest restauracja przy plaży.
5. Cala Xarraca – nie postawiliśmy stóp na tej plaży, ale jadąc można stanąć na nieoznakowanym punkcie widokowym i stamtąd wszystko dokładnie widać
6. Benirras – właśnie tutaj spotkaliśmy pierwszych plażowiczów, restauracje już w kwietniu działały. Plaża obszerna z piaskiem gruboziarnistym i kamyczkami.
7. Port de San Miquel – zdjęcia zrobione z punktu widokowego.
8. Cala Salada/Cala Saladeta – jedno z moich ulubionych miejsc na Ibizie. Pierwsza to plaża kamienista, druga piaszczysta, którą oblegało sporo plażowiczów. Między plażami skały, na których również można się opalać. Umożliwiają też przejście z jednej plaży na drugą. W wodzie widziałem mnóstwo meduz. Dojazd bezproblemowy, przy parkingu w odległości spaceru znajduje się restauracja.
9. Cala Bassa – piaszczysta plaża na wschodzie wyspy, na której liznęliśmy atmosfery Ibizy. Głośna muzyka, wielu ludzi, drinki i ogólnie zabawa. Do tego kosmiczny kolor wody. Restauracja w kwietniu działała.
10. Platges de Comte – plaża piaszczysta, a w zasadzie kilka plaż. W kwietniu działały 3 restauracje. Było to kolejne miejsce, w którym spotkaliśmy większą ilość osób.
11. Cala Tarrida – zejść do plaży jest kilka. Plaża długa i piaszczysta wzdłuż, której znajdują się bary i restauracje. Z samej góry piękne widoki.
12. Cala Moli – plaża z wymieszanym piaskiem i kamyczkami. Nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Restauracja w kwietniu była zamknięta.

Pod wieczór zajechaliśmy  także do Sant Antoni de Portmany, które w sezonie uchodzi za najbardziej rozrywkowe miejsce na Ibizie.  W kwietniu wyglądało niczym Szpital Uzdrowiskowy w Ciechocinku. Skoro nawet KFC było zamknięte na cztery spusty, to wiedz, że coś się dzieje. W tym konkretnym przypadku właśnie nic. Nas interesował przede wszystkim zachód słońca, który podobno jest tam spektakularny. Chodząc sobie jednak promenadą jak na Miami Beach, wywieszonych było sporo ofert, które zapraszały do odbycia rejsu na zachód słońca w inną część wyspy. Pytanie brzmi, skoro w Sant Antoni de Portmany zachód jest spektakularny, to po co organizowane są wycieczki w inne miejsca? Czy może być jeszcze więcej spektakularnego w spektakularnym? Nie wiem, może po prostu rozchodzi się o kasę. Tak czy inaczej nie widzieliśmy zachodu, bo pojawiły się chmury i nie chciało nam się czekać, żeby zobaczyć zwyczajny zachód. W końcu w hotelu ponownie czekało na nas dużo smacznego jedzenia.

Dzień 4

Poprzedniego wieczoru sprawdziłem pogodę i okazało się, że piątek ma być znowu pochmurny. Jako Polacy zostaliśmy po prostu skazani na polskie porzekadło : „kwiecień plecień…” nawet w Hiszpanii. Oczywiście zimy na horyzoncie nie było widać i tak naprawdę przez cały pobyt chodziliśmy bardzo letnio ubrani. Jednak nie ma nic bardziej wkurzającego, niż słońce za chmurami, gdy w perspektywie ma się odwiedzić taką plażę, jak np. Ses Salines. Za nim jednak tam dojechaliśmy, to odwiedziliśmy:

1.Cala d’Hort – plaża, z której można podziwiać tajemniczą wyspę Es Vedra. Trochę piasku, trochę kamyczków, trzy działające restauracje. Bezproblemowy dojazd.
2.Torre de Savinar –  tutaj trafiliśmy zupełnie niespodziewanie. Przy drodze w kierunku plaży d’Hort znajduje się znak na starą więżę. Należy skręcić w tę drogę szutrową i dojechać do dzikiego parkingu. Następnie od wieży dzieli nas 15 minutowy spacer (w klapkach się raczej do samej wieży nie dojdzie). Podczas wędrówki dochodzi się do punktu widokowego, z którego jest wspaniały widok na wyspę Es Vedra. Polecam szczególnie to miejsce.
3.Cala des Jondal – plaża, przy której stoją ekskluzywne cluby. Jeśli nie leżysz na leżaku clubowym to leżysz na kamieniach. Pomimo tego miejsce zaniedbane przed sezonem.
4.Es Bol Nou – moje top 3 wśród plaż Ibizy. Swoje wysokie miejsce zawdzięcza czerwonym klifom, które dodają niepowtarzalnego charakteru temu miejscu. Na górze działa restauracja, w kwietniu była mocno oblegana.
5.Platja de Ses Salines –  przez wielu uważana za numer 1 na Ibizie. Przede wszystkim jest to plaża długa, szeroka i piaszczysta. Idąc na spacer w kierunku XVI w. wieży można trafić na nieco mniejsze urocze plaże przeznaczone podobno dla nudystów i rodzin hippisowskich. Po prawej skaliste wybrzeże, po prawej wydmy. Plaża zanjduje sie na terenie Parku Naturalnego Ses Salines. W drodze do Ses Salines można obserwować solanki, z których po odparowaniu wody powstaje sól. Na plaży działają dwie restauracje, w których są wysokie ceny. Parking płatny 6 euro za dzień (poza sezonem darmowy).
6.Es Cavallet – plaża piaszczysta z ładnym piaskiem. Jest to oficjalna plaża dla nudystów i ulubione miejsce spotkań gejów z całego świata. Także jeśli ktoś ma takie preferencje, to na tej plaży poczuje się jak ryba w wodzie.
7.Playa de Bossa – najdłuższa i najbardziej rozrywkowa plaża na wyspie. Idealna dla surferów. Słynie z dużej ilości barów, klubów i dyskotek. W kwietniu nie była jeszcze przygotowana na turystów.
8. Platja de Ses Estaques – mała, kamienista plaża w bliskim położeniu naszego hotelu.

Ostatniego dnia podróży na Ibizę, odwiedziliśmy pobliską wyspę Formenetera. Relacja z tego dnia znajduje się w osobnym wpisie.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *