Madziarskie mrozy na koniec roku. Budapeszt.

Opublikowano Budapeszt Węgry

Nie cierpię Sylwestra, tłoku w klubach w tym czasie, przepłacania za wszystko (także za bilety lotnicze). W tym roku, w zasadzie już w ubiegłym, zdecydowałem się ostatni dzień 2015 spędzić poza granicami naszego kraju. Celem stała się stolica Węgier, do której dotrzeć mieliśmy (tak dla odmiany) wyłącznie drogą lądową. W październiku zostało uruchomione połączenie autokarowe pomiędzy Krakowem i Budapesztem, realizowane przez firmę LuxExpress. Oczywiście jak to często bywa przy tego typu sytuacjach, przewoźnik zorganizował akcję promocyjną, co wiązało się z obniżką cen za bilety. Na szczęście udało mi się zakupić jedne z ostatnich biletów (124zł /osoba) na termin około noworoczny i wyjazd na „Sylwestra za granicą” stał się faktem.

Po zakupie biletów autokarowych, wziąłem się od razu za wyszukanie miejsc noclegowych. W końcu postanowiłem skorzystać z AIRBNB (serwisu, gdzie można wynająć domy, mieszkania, pokoje od osób prywatnych). Zarezerwowałem całe mieszkanie (https://www.airbnb.pl/rooms/6252581), które posiadało 3 sypialnie, 2 łazienki, salon z kuchnią. Wszystko nowe, w nowoczesnym stylu. Za 3 noclegi od 30.12 do 2.01 każdy zapłacił 115 zł (jechaliśmy w 6 osób) . W pobliżu mieszkania znajduje się stacja metro, markety i restauracje. Można powiedzieć, że mieszkanie ma idealną lokalizację.

!!!Dla osób, które mają w planach skorzystanie z serwisu airbnb i jednocześnie chciałyby uzyskać rabat w wysokości 80zł na swoją pierwszą rezerwację, zostawiam link, przez który należy się zarejestrować w serwisie ->  www.airbnb.pl/c/jakubn4?s=8 Dzięki rejestracji przez podany link, pomagasz również mi przy uzyskaniu kolejnego rabatu na przyszłe rezerwacje!!!

Dzień 1

Podróż do Budapesztu odbyła się 30 grudnia. Najpierw PolskimBusem dojechaliśmy z Wrocławia do Krakowa, a do stolicy Węgier, jak już wspominałem, kontynuowaliśmy jazdę Lux Expressem. Podróż minęła nam bardzo dobrze, pomimo opóźnienia spowodowanego korkiem na Zakopiance. Lux Express zdecydowanie przewyższa komfortem jazdy PolskiegoBusa. Na oparciach siedzeń znajdują się monitory, gdzie do bólu można oglądać filmy, seriale i słuchać muzyki. Ponadto, można korzystać z WiFI (na Słowacji występują zakłócenia). Podczas przejazdu wszyscy mają nieograniczony dostęp do kawy i herbaty. A co najważniejsze? Najważniejsza jest przestrzeń na nogi, dzięki której nie jedziemy przez 6h w pozycji embrionalnej.

Do celu dotarliśmy z godzinny opóźnieniem, po wyjściu z autokaru przeszliśmy na przystanek metra i pojechaliśmy odebrać klucze do mieszkania. W Budapeszcie są 4 linie metra, w tym najstarsza w Europie (linia żółta). Jednorazowy przejazd kosztuje 350 HUF, a za bilety można płacić gotówką lub kartą. Pierwszego dnia nie robiliśmy nic specjalnego, zresztą pogoda nie zachęcała do długich spacerów (było bardzo mroźnie). Wymieniliśmy tylko pieniądze na forinty i znaleźliśmy miejsce, gdzie mogliśmy skosztować węgierskich przysmaków. Niestety, jedzenie nas nie zachwyciło, dlatego wyszliśmy z pewnym niedosytem. Zmęczenie tego dnia dawało już o sobie znać, bo praktycznie od 4 rano byliśmy na nogach. Wróciliśmy więc do domu i poszliśmy spać.

Dzień 2

Drugiego dnia trochę z rana próżnowaliśmy, ale w sumie nie było sensu się spieszyć. Tym razem planu na poszczególne dni nie przygotowałem, dlatego przy ustaleniach co będziemy robić, skorzystaliśmy ze szkiców Pandzi. Po wyjściu z mieszkania podjechaliśmy metrem pod halę targową. W ogromnym budynku zbudowanym w 1897 r. można nabyć wiele pamiątek w dobrych cenach. Na stoiskach króluje tokaj, salami oraz oczywiście papryka. Na górnym piętrze prym wiedzie langosz oraz inne specjalności kuchni węgierskiej. Od samego patrzenia człowiek robi się głodny.

Nagy Vasarcsarnok (Główna Hala Targowa) znajduje się tuż przy Moście Wolności, który prowadzi na plac Gallerta. Most ten jako pierwszy został odbudowany po II wojnie światowej i stąd właśnie jego aktualna nazwa. Cechą charakterystyczną konstrukcji są umieszczone na samej górze ptaki Turul, które stanowią symbol narodowy Węgrów. Podobno właśnie te ptaki przyprowadziły Madziarów w miejsce obecnych Węgier.

Na zboczu Góry Gellerta, w grocie Ivana (pustelnika, który leczył ludzi wodą źródlaną) znajduje się katolicka kaplica. Jedna z jej części poświęcona jest Polsce na znak przyjaźni polsko-węgierskiej. Podczas II wojny światowej internowani polscy żołnierze i imigranci odwiedzali kaplicę, żeby pomodlić się przed obrazem Czarnej Madonny o szybki powrót do Polski. Wejście do kaplicy kosztuje 600 HUF. Historię miejsca i osób z nim związanych można poznać dzięki audio przewodnikom (również w języku polskim) rozdawanym przy kasie.

Kolejnym etapem było wejście na wzgórze Gellerta (235 m). Podejście jest bardzo łatwe. My za przykładem innych osób poszliśmy na skróty, żeby przyśpieszyć zdobycie szczytu. Widok z góry jest wspaniały, choć nocą panorama miasta musi wyglądać obłędnie. Na samej górze znajduje się cytadela wybudowana w latach 1850-1854, która nigdy nie została użyta militarnie. Obecnie w obiekcie znajduje się schronisko młodzieżowe, restauracja oraz dyskoteka. Przed cytadelą postawiony jest Pomnik Wolności, który w 1947 r. został wzniesiony by upamiętnić żołnierzy radzieckich poległych w walce o Budapeszt. Z biegiem lat zostały z niego usunięte elementy komunistyczne i dzisiaj pomnik upamiętnia wszystkich poległych w walce o Węgry. Góra Gellerta zawsze była uważana za złe miejsce, został zamordowany na niej przez pogan biskup Gellert, mieszkańcy twierdzili, że zbierają się na niej czarownice i odprawiane są sabaty.

Niedaleko Góry Gellerta znajduje się najbardziej reprezentatywna część Budapesztu. Chodzi oczywiście o Wzgórze Zamkowe wznoszące się kilkadziesiąt metrów nad brzegiem Dunaju. Obok Zamku Królewskiego, Baszty Rybackiej, czy kościoła św. Macieja z pięknym dachem nie można przejść obojętnie. Mi najbardziej przypadła do gustu Baszta Rybacka, baśniowa budowla,  która stanowi jednocześnie wspaniały punkt widokowy na węgierski Parlament.

Ze Wzgórza Zamkowego spacerem wróciliśmy do domu. Wieczorem przed północą wyszliśmy na pokaz fajerwerków. Nie ma w Budapeszcie konkretnego miejsca (tak jak u nas Rynek we Wrocławiu), gdzie odbywa się impreza noworoczna. Ludzie zbierają się po prostu w różnych częściach miasta i tam świętują. My wybraliśmy się na Plac Bohaterów, co było chyba najlepszym wyborem. Wypiliśmy węgierskiego szampana, zrobiliśmy nieziemski pokaz fajerwerków, a gdy zaczęliśmy już faktycznie zamarzać wróciliśmy do domu, gdzie oddaliśmy się hazardowym uciechom.

Dzień 3

Trzeciego dnia ponownie kontynuowaliśmy zwiedzanie miasta. Choć pogoda nas nie zachęcała do opuszczenia mieszkania, to w końcu musieliśmy coś zobaczyć. Nie mieliśmy zbyt dużo opcji, ponieważ 1 stycznia większość atrakcji była zamknięta. Ten dzień ograniczyliśmy więc do zwykłego szwendania się ulicami miasta. Udało się nam przy tym zobaczyć Wielką Synagogę (tylko z zewnątrz, bo była zamknięta; zazwyczaj otwarta w godzinach 10 – 15:30), centrum miasta, czy Pomnik Pamięci Ofiar Holokaustu znajdujący się nad Brzegiem Dunaju. Na pomnik składają się liczne buty (żelazne odlewy). Jego forma nawiązuje do egzekucji, które były dokonywane przez faszystów na Żydach. Ci drudzy tuż przed rozstrzelaniem zmuszani byli do ściągnięcia butów. Po egzekucji ich ciała wpadały do rzeki i odpływały z jej nurtem. W zasadzie w całym mieście znaleźć można liczne pomniki odnoszące się do historii miasta.

Dzień 4

Ostatni dzień w Budapeszcie rozpoczęliśmy wcześnie rano. Koniecznie chcieliśmy zobaczyć wnętrze Parlamentu, lecz gdy poprzedniego wieczora sprawdzałem ilość dostępnych miejsc na zwiedzanie z angielskim przewodnikiem, to okazało się, że bilety zostały już wyprzedane. Jedyna możliwość jaka nam pozostała, to zwiedzanie z rosyjskim lub francuskim przewodnikiem. W zasadzie było to już mniej istotne, który język wybierzemy, bo nikt z nas ich i tak nie znał. Zaryzykowaliśmy wyjazd na godzinę 9 i wycieczkę po rosyjsku. Na miejscu czekała nas jednak miła niespodzianka, ponieważ tak naprawdę było jeszcze wiele wolnych miejsc na różne godziny. Niestety, ale zwiedzanie z angielskim przewodnikiem miało się odbyć dopiero za 2h i nie opłacało nam się czekać. Chcąc nie chcąc zdecydowaliśmy się na zwiedzanie z grupą niemiecką. Bilet do Parlamentu kosztował nas 2000 HUF/osoba (trzeba mieć ze sobą dowód osobisty). Budynek z zewnątrz robi olbrzymie wrażenie, ale jego wnętrze jest po prostu przepiękne. Obeszliśmy kilka sal, posłuchaliśmy o historii miejsca i zwyczajach w nim panujących, zobaczyliśmy także Koronę św. Stefana – relikwię narodową i symbol Węgier. Uważam, że wizyty w Parlamencie nie można pominąć podczas zwiedzania miasta. Jest to be wątpienia nr 1 wśród miejskich atrakcji.

Po wizycie w Parlamencie wróciliśmy do domu, żeby przygotować się na pójście do term. W drodze powrotnej przeszliśmy przy budynku telewizji oraz zaszliśmy do Bazyliki św. Stefana (wejście za 200 HUF). Znaleźliśmy też czas na zakup ostatnich pamiątek. Jak już wspominałem najtaniej można je nabyć w hali targowej.

Bilet całodzienny do term Széchenyi gyógyfürdő kosztuje średnio 4900 – 5200 HUF w zależności od dnia tygodnia. Nie wiem jak wygląda frekwencja na tym największym w Europie kompleksie basenów, ale 2 stycznia odwiedzających było mnóstwo. Chyba wszyscy zdecydowali się znaleźć sposób na mróz za oknem. W cenie biletu otrzymujemy szafkę albo kabinę. Kabina to po prostu przebieralnia, do której zmieszczą się dwie osoby. Na zewnątrz basenu znajdują się dwa baseny z wodą termalną oraz jeden basen sportowy, gdzie wymagany jest czepek (woda jest chłodniejsza niż w dwóch pozostałych basenach). Dojście do basenów zewnętrznych oraz do budynku z resztą basenów i saun wiąże się z przejściem przez podwórko. Przy temperaturze -10 stopni Celsjusza było to nie lada wyzwaniem. Jeśli o mnie chodzi to miejsce nie zachwyciło mnie zbytnio. Na 2-3h jest w sam raz, ale czym dłużej, tym robi się nudniej. Może, gdyby nie było takich tłumów, to byłoby ciekawiej. Termy leżą na terenie Parku Miejskiego w sąsiedztwie Placu Bohaterów, który powstał ku pamięci ofiar I wojny światowej. Oczywiście przeszliśmy przez plac, do którego z naszego mieszkania było raptem 10 minut pieszo. To właśnie w tym miejscu odbywały się liczne demonstracje. Na środku placu postawiona jest 36 metrowa kolumna archanioła Gabriela, który według legend objawił się królowi Stefanowi i nakazał mu przyjęcie korony. Kilka metrów od Placu Bohaterów stoi z kolei Zamek Vajdahunyad, na który składają się budowle w stylu romańskim, gotyckim i renesansowo-barokowym. Staw obok zamku jest wykorzystywany w lecie do uprawiania sportów wodnych, a w zimie zmienia się w lodowisko, co widzieliśmy na własne oczy.

Z Budapesztu wyjechaliśmy o 23:50. Miasto opuszczałem z pewnym niedosytem, aczkolwiek obiecałem sobie, że na pewno do stolicy Węgier jeszcze wrócę. Mam jednak nadzieję, że wtedy pogoda będzie bardziej przyjazna zwiedzaniu. Panujący mróz w czasie naszego zimowego pobytu zdecydowanie odbierał przyjemność z odkrywania uroków miasta. Bez wątpienia Budapeszt króluje nocą, więc mam nadzieję zobaczyć go jeszcze raz wieczorową porą.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *