Pretendent do bycia „naj”. Dubaj.

Opublikowano Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dzień 1

Wycieczka z Abu Dahbi do Dubaju trwała 1.30 h. Przejazd odbył się w komfortowym i klimatyzowanym autokarze, więc nie musieliśmy przejmować się upałem na zewnątrz. Naszą podróż zakończyliśmy na stacji Al Ghubaiba, z której metrem przemieściliśmy się do naszego hotelu. Metro w Dubaju jest imponujące. Budynki stacji wyglądają z zewnątrz niczym latające spodki. Pociągi są bezobsługowe, a cały skład podzielony na 3 strefy – złotą (vip), dla kobiet i dzieci oraz mieszaną. Kara za przebywanie w złej części składu to 100 dhs. Zabronione jest także spożywanie posiłków i picie (od niedawna również żucie gumy).

Bilety na metro można kupić w kilku konfiguracjach. Najpopularniejsze wśród turystów są karty czerwona oraz srebrna. Kartę czerwoną (papierową) polecam osobom, które planują podróżować komunikacją miejską po Dubaju każdego dnia. Karta kosztuje 2 dhs, a cena biletu całodniowego to 20 dhs. Bez limitu można na niej jeździć zarówno metrem jak i autobusami. Kartę czerwoną można doładować maksymalnie 5 razy, po czym traci ważność. Uwaga, bilet całodzienny traci ważność o północy, niezależnie od tego kiedy został kupiony. Srebrna karta przyda się z kolei osobom, które planują jeździć metrem sporadycznie. Przy tym rozwiązaniu płaci się jednorazowo za każdy przejazd, a opłata jest uzależniona od długości trasy (przejechanych stref). Minimalnie za podróż można zapłacić 3 dhs (przejazd w obrębie jednej strefy), a maksymalnie 7,5 dhs (przejazd w obrębie 3 lub więcej stref). Koszt srebrnej karty (plastikowej) to 25 dhs, ale w tej kwocie mamy 19 dhs do wykorzystania na przyszłe przejazdy. Uwaga, żeby rozpocząć przejazd na karcie musi być zawsze co najmniej 7,5 dhs.

Ceny hoteli w Dubaju są na takim samym poziomie jak w Abu Dhabi, czyli wysokie. Po wielu dniach poszukiwań zdecydowałem się na Arabian Park Hotel położony niedaleko stacji Al Jadaf. Za 5 noclegów zapłaciliśmy 314$ (1180 dhs) + 50 dhs podatku miejskiego. Standard hotelu został oceniony na 3*. W swojej ofercie Arabian Park Hotel przewiduje usługę bezpłatnego transferu do niektórych atrakcji miasta, na lotnisko oraz darmowe wejścia na basen i siłownię. Rezerwacji noclegu dokonałem przez stronę expedia.com z wykorzystaniem kuponu zniżkowego (-15% od ceny całkowitej).

Po zameldowaniu się w pokoju mieliśmy przed sobą jeszcze sporo dnia, dlatego wróciliśmy w okolice stacji Al Ghubaiba. Naszym zadaniem było znalezienie miejsca, z którego odpływają promy do Dubai Mariny. Blisko portu znaleźliśmy przy okazji tanią pakistańską restaurację, która serwowała smaczne jedzenie. Stołowaliśmy się w niej kilka razy. Nazwa restauracji to Karachi Darbar Restaurant. Obok niej znajduje się popularny sklep o nazwie Bollywood, gdzie w przedziale od 1 do 10 dhs można kupić sporo pamiątek. W sklepie zaskoczyła nas grająca muzyka, ponieważ w głośnikach rozmieszczonych na trzech piętrach sklepu można było usłyszeć polskie disco polo.

Pierwszy dzień minął nam spokojnie. Sprawdziliśmy informacje, które przydały się nam w następnych dniach. Odwiedziliśmy też dubajskiego Careffoura, robiąc zakupy na śniadanie. Wizyta w hipermarkecie w biedniejszej części Dubaju (Bur Dubaj) to ekstremalne przeżycia. Setki ludzi, w każdym korytarzu sprzedawcy z mikrofonami, zachęcający do kupna produktu, ludzie robiący sobie na tle lodówek zdjęcia. W Dubaju prawdopodobnie gotują tylko mężczyźni, ponieważ podczas pokazu możliwości siekaczki do warzyw obecni byli wyłącznie oni. Nie mogliśmy znaleźć koszyka na kółkach, to pracownicy przekładali warzywa i owoce, żeby nam taki udostępnić. Kobieta przy kasie darowała nam 0,25 aed (w Polsce o dwa grosze byłaby już awantura). Panujący klimat w sklepie przypominał wiejską dyskotekę- totalny kosmos. Następnego dnia zaczęliśmy już poważniejsze zwiedzanie.

 

Dzień 2

Sytuacja pogodowa drugiego dnia nie sprzyjała zwiedzaniu. O ile zachmurzenie było małym problemem, o tyle silny wiatr powodujący zamiecie piaskowe utrudniał poruszanie się po ulicach. Na szczęście do metra dowiózł nas bus hotelowy, a po przemieszczeniu się w okolice stacji Palm Deira okazało się, że tam sytuacja wygląda nieco lepiej.

Celem drugiego dnia było odwiedzenie starej części Dubaju i spacer po zabytkowych targach. Targiem położonym najbliżej stacji metra okazał się targ rybny oraz z warzywami i owocami. Na miejscu sprzedawcy oferowali wiele świeżych i pachnących produktów. Niestety, ich ceny były bardzo wysokie (co najmniej o połowę wyższe niż w supermarkecie). Cena jednego mango wynosiła 20 dhs. W sklepie może 5 lub 6 dhs. Praktyka jest taka: sprzedawcy wkładają do torby jeden owoc, następnie wrzucają do niej co im się podoba twierdząc, że to za darmo. Na koniec podają cenę z kosmosu, która i tak pokrywa koszt tych wszystkich niby darmowych towarów. Na targu rybnym można dostać wiele wspaniałych ryb i owoców morza. Sprzedawane są nawet małe rekiny. Sprzedawcy patroszą ryby i robią z nimi cokolwiek sobie klient zażyczy.

Następnie przeszliśmy w kierunku targu złota. O matko, gdybym skorzystał z tego wszystkiego, co mi oferowali, to po wyjściu miałbym 50 rolexów na ręce, kilka złotych łańcuchów i cudowny, zupełnie mi niepotrzebny kaszmirowy szal. Ilość stoisk ze świecidełkami powala, więc wszystkim kobietom to miejsce na pewno przypadnie do gustu.

Ostatnim targiem, który nas interesował był ten z przyprawami. Trafiliśmy do stoiska Irańczyka, u którego w sklepie wisi polska flaga. Pokazał nam wiele arabskich przypraw., które aż się prosiły, żeby je kupić. W prezencie dostaliśmy dodatkowo lokalne słodycze. Targ z przyprawami to idealne miejsce dla wszystkich osób lubiących gotować. Gdyby nie ograniczało nas miejsce w plecakach, to prawdopodobnie kupilibyśmy wszystko, co nam zaoferowano. Ach, te wspaniałe zapachy.

Przeprawę abrami postanowiliśmy przenieść na inny dzień, ponieważ wciąż w powietrzu unosiło się wiele pyłu, który brudził wszystko dookoła. Tym samym z targowiska przeszliśmy od razu do stacji metra Al Ras i wróciliśmy do hotelu, żeby przygotować się na wieczorną kolację w jednym z najlepszych hotelów na świecie – Atlantis.

Hotel położony jest na samym końcu Palm Jumeirah. Posiada 23 restauracje, duże akwarium, liczne sklepy, park wodny i prywatną plażę. Dojazd do hotelu jest nieco skomplikowany, jeśli nie korzystamy z taxi. Od grudnia 2014 r. funkcjonuje tramwaj, który połączony jest z dwiema stacjami czerwonej linii metra. Dowozi on pasażerów do przystanku Palm Jumeirah, gdzie swój bieg rozpoczyna kolejka monorail do hotelu Atlantis. Niestety bilety komunikacji miejskiej nie są honorowane przy przejeździe kolejką. W kasie biletowej należy zakupić inny bilet, który kosztuje 15 dhs w jedną stronę lub 25 dhs w obie strony. Hotel już z oddali przypomina niezdobytą twierdzę. Nocleg w najtańszym pokoju wynosi ok. 3 tys. zł. za dobę. Od samego wejścia czuje się atmosferę bogactwa i przepychu.

Dzień 3

Chmury nad Dubajem zawisły na dobre. Trzeciego dnia miało przyjść rozpogodzenie, ale było ono raczej symboliczne. Nie mogliśmy przekładać dłużej rejsu z portu w Al Ghubaiba do Dubai Mariny, dlatego pojechaliśmy kupić bilety. W kasie spotkało nas pierwsze rozczarowanie, ponieważ rejsy zostały odwołane z powodu wzburzonej wody. Już dnia poprzedniego pod hotelem Atlantis widzieliśmy wielkie fale, ale nie powiązaliśmy tego zdarzenia z planowanym przez nas rejsem. Trudno, 100 dhs zostało w kieszeni.

Dubai Marina cieszy się dobrą opinią, dlatego mimo wszystko chcieliśmy ją zobaczyć tego dnia. Skorzystaliśmy jak co dzień z metra i pojechaliśmy do przystanku Damac Properties. Od przystanku do mariny szliśmy jakieś 5 min. Po dotarciu na miejsce w końcu mogliśmy podziwiać uroki nowej (bogatszej) części Dubaju. Ogromne i liczne wieżowce, statki oraz jachty zrobiły na nas wielkie wrażenie. Pospacerowaliśmy po deptaku, a następnie obraliśmy nowy cel – Medinat Jumeirah oraz hotel Burj al-Arab.

Dojazd do obu atrakcji nie należy do najłatwiejszych, ponieważ najbliższa stacja metra położona jest ok. 2 km od nich. My postanowiliśmy przejechać najpierw tramwajem do ostatniej stacji metra, czyli Al Sufouh, a później przesiedliśmy się do autobusu nr 8. Po pokonaniu dwóch przystanków byliśmy na miejscu.

Medinat Jumeirah to całkiem spora galeria handlowa wzorowana na stare arabskie targowisko i pełna arabskich akcentów. Znajdziemy tam wszystko, co w każdej innej galerii handlowej. Minusem są bardzo wysokie ceny. W galerii znajduje się najlepszy punkt do zrobienia zdjęcia luksusowemu hotelowi Burj al-Arab. Popularny „żagiel” stoi na sztucznej wyspie i jest najwyższym budynkiem hotelowym mierzącym 321 m wysokości. Burj al-Arab można zobaczyć z bliższej odległości wykupując rejs abrą za 75 dhs od osoby.

Po zwiedzeniu Medinatu oraz spojrzeniu na hotel (można wejść do środka posiadając stosowny ubiór i korzystając z jakiejś hotelowej oferty – na przykład wypicie herbaty to koszt ponad 500 zł), kontynuowaliśmy podróż autobusem nr 8 do Al Ghubaiba Bus Station. Tam po raz kolejny rozglądnęliśmy się za pamiątkami i zjedliśmy obiad w odwiedzonej już przez nas wcześniej restauracji – Karachi Darbar. Po zakupach w markecie wróciliśmy do hotelu.

 

Dzień 4

Poprzedniego wieczoru zaplanowaliśmy, że tego dnia pójdziemy na plażę, nie zważając na to jaka będzie pogoda. Jak się okazało nad ranem zapowiadał się piękny dzień. Temperatura była trochę niższa niż zwykle, ale było przede wszystkim słonecznie. Z pokoju wyszliśmy o 11:30 licząc, że załapiemy się na bus do metra. Przed wejściem poinformowano nas, że jako pierwszy będzie jechać bus do muzeum, a że nie mieliśmy okazji jeszcze go odwiedzić, to zabraliśmy się z resztą gości.

Muzeum Dubaju nie jest szczególną atrakcją, ale ukazuje historię życia i przemian zachodzących w emiracie. Podczas zwiedzania można oglądać wystawy przedstawiające prace ludzi, które wykonywano w przeszłości. Możliwe jest także poznanie gatunków zwierząt żyjących na tym terytorium. Dokładną przemianę i skok cywilizacyjny widać na filmie puszczanym w jednym z pomieszczeń muzeum. Na pewno była to ciekawa lekcja, za którą zapłaciliśmy tylko 6 dhs.

Po zwiedzaniu przeszliśmy w okolice portu, gdzie w końcu przepłynęliśmy się abrami – starymi arabskimi łodziami. Koszt przeprawy wynosi 1 dhs od osoby i trwa do 2 minut. Abry płyną z Bur Dubaju do Deiry (na targ złota i przypraw) i z powrotem.

Przed pójściem na plażę odwiedziliśmy jeszcze znajdujące się w bliskim sąsiedztwie zoo. Dojechaliśmy do niego autobusem nr 8 ze stacji Al Ghubaiba. Pomimo, że Dubaj stara się mieć wszystko „naj”, to zoo nie należy do cudów architektury. Wydaje się być wręcz zaniedbane. Opolskie i wrocławskie ogrody zoologiczne są bardziej imponujące. Za wejście do zoo zapłaciliśmy 4 dhs i spędziliśmy w nim miły czas. Ogród zoologiczny może i ma swoje lata, ale posiada w swoim dorobku sporo gatunków zwierząt. Żyrafy, krokodyle, lwy, orangutany to tylko nieliczne z nich. Na mnie największe wrażenie zrobiły… bociany.

Po wyjściu z zoo przeszliśmy na drugą stronę jezdni i jedną z otwartych dróg doszliśmy do plaży. Jumeirah Public Beach należy do ogólnodostępnych plaż w Dubaju. Póki co ich spora część jest aktualnie w przebudowie i wyłączona z użytku. Przy plaży biegnie deptak o długości prawie 3 km. Plaża jest szeroka i zadbana. W czasie naszego pobytu spore fale wyrzuciły na brzeg liczne muszelki i rozgwiazdy. Do wody nie wchodziliśmy, bo była za zimna. Na samej plaży było tylko kilka osób i żadnego śmiałka do kąpieli.

Dzień zakończyliśmy oglądając Wielki Meczet. Niestety wejście do środka dla zwiedzających jest możliwe tylko o 10. Pozostało więc nam fotografowanie budynku z zewnątrz. W porównaniu do Wielkiego Meczetu w Abu Dhabi, ten nie powinien nazywać się nawet średnim. Moim zdaniem był taki jak pozostałe meczety w Dubaju porozrzucane po całym mieście.

Tradycyjnie po całym dniu zwiedzania udaliśmy się na kolację do Karachi Darbar Restaurant, które prawie każdego dnia zaskakiwało nas nowymi smakami.

Dzień 5

Od kilku dni podczas zwiedzania miasta, przedstawiał się nam największy wieżowiec na świecie – Burj Khalifa. Piątego dnia mieliśmy wykupione wejście na jego taras widokowy, znajdujący się na 124 piętrze (łącznie wieżowiec ma ich 163). Wjazd na taras miał nastąpić dopiero o 18:30, dlatego pierwszą część dnia musieliśmy wypełnić innymi atrakcjami. Zdecydowaliśmy się na Miracle Garden.

Miracle Garden nie jest znaną atrakcją tak jak Aquaventure, Wild Wadi czy Burj Khalifa. Warto jednak zdecydować się na odwiedzenie tego miejsca. Wejście do Miracle Garden kosztowało nas łącznie 60 dhs. Problemem dla chcących odwiedzić ogród może być fakt, że nie dojeżdża do niego żaden transport komunikacji publicznej, a najbliższa stacja metra oddalona jest o 11 km. Jedyną budżetową możliwością (nie biorę pod uwagę autostopu) jest przejazd autobusem nr F 30 na trasie Mall of the Emirates – Arabian Ranches. Należy wysiąść na przystanku Studio City i następnie wziąć taksówkę do ogrodu. Kierowca autobusu powiedział nam, że za przejazd taksówką nie powinniśmy zapłacić więcej niż 15 dhs w jedną stronę. Ostatecznie za przejazd w dwie strony zapłaciliśmy 24 dhs. W Miracle Garden spędziliśmy godzinę czasu oglądając baśniowe konstrukcje wypełnione kwiatami. W oczach mieniło nam się wiele kolorów. Ciekawe projekty zrobiły na nas wrażenie i z całą odpowiedzialnością potwierdzamy pozytywne opinie na temat ogrodu, które znajdują się na tripadvisor.

Po wizycie w Miracle Garden pojechaliśmy do największego w Dubaju centrum handlowego – Dubai Mall. Myślę, że nawet największa zakupoholiczka miałaby dość po spędzeniu w tej galerii kilku godzin. Przy wejściu powinni rozdawać rowery albo rolki, żeby móc te wszystkie sklepy zobaczyć. W Dubai Mall oprócz sklepów i restauracji znajduje się także delfinarium (bardzo nie polecam), wysoki na 4 piętra wodospad, czy lodowisko. Nic nas już w galeriach nie zaskoczy – tego dnia widzieliśmy stok narciarski w Mall of the Emirates. Przed wejściem do Dubai Mall znajduje się staw, gdzie co 30 min. odbywa się pokaz fontann. Ma to wszystko miejsce w ładnej scenerii, na którą składają się piękne wieżowce z królem Burj Khalifa na czele.

Przed wjazdem na mierzący 829 m wieżowiec musieliśmy wydrukować w maszynie bilety. Znajdują się one w sąsiedztwie wind, którymi wjeżdża się na punkt widokowy. Wszystko umiejscowione jest na poziomie LG. Bilety mieliśmy zakupione online za łączną kwotę 260 dhs. W dniu wjazdu można także zakupić bilety na miejscu za cenę 400 dhs od osoby, więc w naszym przypadku byłoby to 800dhs (mają poczucie humoru). W kolejce do wind stanęliśmy o 18:20. Przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i po jakiś 20 kolejnych minutach ruszyliśmy na górę. Przejazd 124 pięter odbył się w czasie krótszym, niż minuta. Zmianę wysokości odczuwało się w uszach. Po otwarciu drzwi powitał nas szejk i zaprosił do zwiedzania. Taras widokowy posiada otwarty dach. W oknach zrobione są przestrzenie, które umożliwiają robienie lepszych zdjęć (bez odbić w szybie). Widok ze 124 piętra jest wspaniały. Myślę, że najlepiej jest odwiedzić to miejsce po zachodzie słońca, gdy wszystkie wieżowce i drogi są oświetlone. Nam dodatkowo udało się oglądnąć pokaz fontann z góry, co również było imponujące. Cena biletu może początkowo odstraszać, ale my byliśmy w pełni usatysfakcjonowani całą atrakcją. Poza tym, drugiego takiego budynku nigdzie się nie spotka na świecie i dobrze jest mieć świadomość, że było się częścią czegoś wielkiego (w tym wypadku najwyższego). Do wind, które zabrały nas z powrotem na dół czekaliśmy 15 min. Na koniec naszego pobytu w Dubai Mall poszliśmy na jeszcze jeden wieczorny pokaz fontann, a następnie wróciliśmy metrem do hotelu.

Dzień 6

Przyszedł dzień pożegnań z Dubajem. Następna noc nie miała być tak komfortowa jak poprzednia, ponieważ mieliśmy zaplanowany nocny lot na Sri Lankę. W związku z tym postanowiliśmy wyspać się do oporu. Pokój musieliśmy opuścić do 12 i równo w południe zwróciliśmy klucze. Do wieczornego lotu pozostało nam sporo czasu, dlatego pojechaliśmy zobaczyć jeszcze Safa Park. Przed tym zostawiliśmy nasze bagaże w hotelu i umówiliśmy się na bezpłatny transfer na lotniska o godz. 19.
Na stacji metra okazało się, że nasze karty są nieważne (karta czerwona ma ważność tylko na 5 kolejnych całodziennych doładowań). To był nasz 6 dzień w Dubaju, więc zmuszeni byliśmy wykupić nowe karty. Następnie pojechaliśmy do stacji Business Bay i stamtąd pieszo poszliśmy do parku. Niestety, to co nawigacja i mapy google widziały jako główne wejście, w rzeczywistości okazało się jednym wielkim placem budowy. Dostrzegliśmy jeszcze jedną bramę, która wydawała się właściwa, więc poszliśmy ją sprawdzić. Po przejściu kilkuset metrów i dojściu do ślepego zaułku zrezygnowaliśmy z dalszych poszukiwań. Pracownik budowy potwierdził nasze przypuszczenia, że właśnie to wejście jest otwarte. My nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby pokonać nową drogę do parku. Tego dnia byliśmy przez niego ograniczeni. Szkoda, że nie wiedzieliśmy wcześniej o tych budowach, bo na pewno dojechalibyśmy do parku z drugiej strony jakimś innym transportem albo po prostu odwiedzili inny park. Po tym nieudanym wyjściu wróciliśmy na „stare śmieci”, czyli w okolice stacji Al Ghubaiba. Tam też wymieniliśmy pieniądze, odpoczęliśmy nad wodą i zjedliśmy ostatni posiłek w Karachi Darbar. Następnie wróciliśmy do hotelu, przepakowaliśmy plecaki i oczekiwaliśmy na samochód, który zawiózł nas na lotnisko o godz. 19.

Pobyt w ZAE na pewno zapamiętam jako udany. Zarówno w Abu Dhabi jak i w Dubaju czułem się bezpiecznie. Ludzie wszędzie byli mili i służyli pomocą. Nigdzie nie spotkaliśmy się z niezrozumieniem, a życzliwość ludzka budziła podziw. W Dubaju wyraźnie rysuje się granica między dzielnicami: starą z targami (gdzie wszystko jest o połowę tańsze) i nową z pięknymi wieżowcami. Atrakcje, które odwiedziliśmy – Yas Waterworld, Wielki Meczet, czy Burj Khalifa w pełni rekomenduję. Ceny nie należą do najniższych, ale nie mogę napisać, że żałuję wydanych pieniędzy. Należy pamiętać o książce ‚The Entertainer’ dzięki której można zaoszczędzić pieniądze na atrakcjach czy jedzeniu. Dubaj chce być wielki i już taki jest, ale za 5 lat kiedy skończone zostaną dzisiejsze inwestycje (na każdym kroku natkniemy się na plac budowy), to stanie się jeszcze potężniejszy. Jako środek transportu polecam korzystać z metra. Zazwyczaj dojedziemy nim do większości atrakcji, od których będzie nas dzielić jakiś krótki spacer. Transport publiczny jest raczej punktualny, więc warto ufać rozkładom jazdy. Podczas naszego pobytu w lutym pogoda wahała się od 24 do 30 stopni. Podobno od czerwca zaczynają się ogromne upały. Warto zastanowić się czy wyjazd wakacyjny do Dubaju w lipcu lub sierpniu jest dobrym rozwiązaniem i czy wybierając ten termin nie będziemy musieli przesiedzieć całego pobytu pod klimatyzacją w hotelu.

Koszty w Dubaju (6 dni):

1. Hotel – 1230 dhs.
2. Transport – 272 dhs (6x bilet całodniowy + 4x karty czerwone + taxi + przeprawa abrami).
3. Jedzenie – 229 dhs.
4. Bilety wstępów – 595 dhs (Burj Khalifa, Kaleidoscope, Miracle Garden, Dubai Zoo, Dubaj Muzeum).
5. Pamiątki – 38,5 dhs.

Łącznie: 2364,5 dhs (2364,5 zł).

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *