Przeminęło z wiatrem. Azory

Opublikowano Azory Portugalia

Wyjazd na Azory miał być miłym przerywnikiem od pracy. Lokalizacja tym razem nie była przypadkowa. Szukaliśmy miejsca, gdzie w marcu znajdziemy trochę promieni słońca, a jednocześnie nie wylecimy poza Europę. Azory wydawały się idealnie odpowiadać tym warunkom. Poza tym od czasu wizyty na Maderze, mocno liczyłem na odwiedzenie kolejnych portugalskich wysp, ponieważ jestem w nich po prostu zakochany.

Azory należą do archipelagu dziewięciu wysp wulkanicznych leżących na Oceanie Atlantyckim. Od kontynentu (Półwyspu Iberyjskiego) oddalone są około 1500 km. Dla osób poszukujących kontaktu z naturą jest to obowiązkowy punkt na mapie świata.

Z dziewięciu wysp archipelagu wybraliśmy tylko jedną do bliższego poznania. Zdecydowaliśmy się odwiedzić największą i najbardziej znaną – Sao Miguel. Wpływ na to miał przede wszystkim krótki urlop. Nasz wyjazd trwał tylko sześć dni i nie chcieliśmy marnować czasu na transfery między wyspami (zwłaszcza, że nie jest to takie proste).

Wyjazdu na Azory na pewno nie zaliczę do tych najlepszych. Cała wyspa Sao Miguel jest piękna, pełna bujnej roślinności, interesujących miejsc do zobaczenia, czy punktów widokowych, z których rozprzestrzeniają się niesamowite widoki. Ma ona w sobie urok, któremu nie można zaprzeczyć. Jednak pozytywny odbiór wyspy zakłóciła nam pogoda, która podczas naszego pobytu była bardzo kapryśna i nieznośna.

Na Azory dolecieliśmy z przesiadką w Lizbonie. Wylot miał miejsce z lotniska w Eindhoven, do którego mamy obecnie najbliżej. Wszystkie loty odbyliśmy z linią Ryanair, z którą mieliśmy w ostatnim czasie długą rozłąkę. Rozkład poszczególnych lotów był na tyle komfortowy, że mogliśmy poświęcić czas na zwiedzanie Lizbony. Nie obeszło się oczywiście bez odwiedzenia dzielnicy Belem i skosztowania obłędnych ciasteczek – Pastel de Nata, które pamiętaliśmy z pierwszej wizyty w stolicy Portugalii.

 

Dzień 1

Na Azorach wylądowaliśmy późnym wieczorem. Na szczęście mieszkanie, które miało stać się na kilka kolejnych dni naszym nowym domem, znajdowało się w promieniu pięciu kilometrów od lotniska. Tuż po opuszczeniu hali przelotów odebraliśmy zarezerwowany wcześniej samochód (wynajęcie auta kosztowało nas 195 euro na  pięć dni). Przekazanie kluczyków odbyło się bardzo sprawne, ponieważ na pobliskim parkingu czekał już na nas przedstawiciel lokalnej firmy Flor do Norte (www.flordonorte-rentacar.com). Po załatwieniu kilku formalności i wpłaceniu depozytu w wysokości 100 euro mogliśmy ruszyć w kierunku Ponta Delgada.

Dzień 2

Drugi dzień rozpoczęliśmy w miarę szybko, ponieważ po 9:00 miał odwiedzić nas nasz host. Dzień wcześniej zgłosiliśmy mu problem w łazience i rano obiecał nam go rozwiązać. Podczas jego wizyty dowiedzieliśmy się o stronie internetowej spotazores.com, na której umieszone są obrazy z kamer wideo rozmieszczonych w różnych częściach wyspy. Po wybraniu odpowiedniego obszaru dokładnie widać jaka obecnie panuje tam pogoda. Host stwierdził, że bez sprawdzenia strony nie ruszałby się z domu, ponieważ jazda w ciemno często okazuje się stratą czasu i pieniędzy, jeśli pojedzie się miejsce, gdzie warunki atmosferyczne nie są korzystne. Faktycznie, to co widzieliśmy na stronie odpowiadało rzeczywistości. Tym samym wcześniej założony plan zwiedzania wyspy mogliśmy wyrzucić do kosza. O tym, co mogliśmy zobaczyć danego dnia, decydowała tylko pogoda.

Tego dnia  ze względu na opady deszczu i silny wiatr praktycznie na całym Sao Miguel, możliwy był tylko jeden kierunek zwiedzania –  Furnas.

Podczas jazdy do miasteczka zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym – Miradouro da Santa Iria – właśnie tak wyobrażałem sobie całe Azory.

Słynne miasteczko Furnas położone jest w kraterze, na obszarze wciąż aktywnym wulkanicznie. To tutaj masa oparów nadal uwalnia się spod ziemi, a w powietrzu czuć nieprzerwalnie unoszący się zapach siarki.

 

Miasteczko liczące około 1500 osób, odwiedza wielu turystów ze względu na popularne kąpiele błotne, których można tam zażyć. Osobiście sprawdziliśmy termy Poca Da Dona Beija. Relaks w jednym z  pięciu basenów wypełnionych wodą termalną o temperaturze dochodzącej do 39 stopni C, to niesamowite doświadczenie (choć nie pierwsze w moim życiu). Wejście do term kosztuje zaledwie 4 euro. Na terenie obiektu znajduje się przebieralnia, prysznice oraz szafki, które można wypożyczyć po zostawieniu depozytu.

Po kąpieli odwiedziliśmy restaurację Miroma. Słynie ona z serwowania najpopularniejszego azorskiego dania – Cozido. Na danie to składają się różnego rodzaju mięsa oraz warzywa. Wszystko to zostaje włożone do jednego garnka, a następnie zakopane w wykopanych wcześniej dołkach. Cozido gotuje się pod wpływem ciepła wydzielanego przez wulkan. Często czas przygotowania potrawy trwa około sześciu godzin od zakopania garnków. Danie samo w sobie nie wygląda atrakcyjnie, ale walory smakowe pozostają w pamięci na długo. W późniejszym czasie jeszcze raz podjąłem się zjedzenia cozido, lecz tym razem w innej, polecanej restauracji w Furnas –  Tony’s. Jeśli macie możliwość spróbowania cozido tylko raz, to bez zastanowienia wybierzcie restaurację Miroma.

Dzień 3

Trzeciego dnia pogoda nadal miała ponury humor. Niewielkie przejaśnienia, sporadyczne opady deszczu, wiatr i wielka mgła. W takich warunkach ponownie nie mogliśmy zobaczyć najpiękniejszego punktu widokowego na wyspie – Boca do Inferno. O ile widoczność w Ponta Delgada była dobra, to już parę kilometrów za miastem, w wyższych partiach wyspy była ona znikoma. Pozostała nam więc ponownie obserwacja strony internetowej i oczekiwanie na jakiekolwiek przejaśnienia na wsypie. Nie siedząc bezczynnie pojechaliśmy na zachodnią część Sao Miguel do miejscowości Mosteiros.

Nazwa miejscowości powiązana jest ze skałami u jego wybrzeża. W języku portugalskim klasztory to – mosteiros. Podobno największa skała ma właśnie przypominać klasztor. Ja takich skojarzeń nie miałem, za to spodobała mi się czarna plaża na miejscu oraz wielkie fale, które wzburzony ocean wyrzucał na brzeg. W Mosteiros podczas odpływów możemy wykąpać się w naturalnych basenach, gdzie woda podgrzewana jest przez lawę. Podczas naszego pobytu było to jednak niemożliwe.

W drodze powrotnej zajechaliśmy na degustację likierów do miejscowości Ribeira Grande. W mieście funkcjonuje fabryka, której początki działalności sięgają roku 1936. Fabryka specjalizuje się w wyrobach regionalnych likierów oraz brandy. Można ją bezpłatnie zwiedzić z przewodnikiem, który opowiada o historii miejsca i produkcji konkretnych alkoholi. Na koniec prezentacji uczestnicy mogą wziąć udział w degustacji poszczególnych likierów oraz je zakupić. Polecam skupić się na wyrobach dostępnych jedynie na Azorach i tylko w tej fabryce.

Dzień 4

Czwartego dnia nastąpił cud. Zza chmur w końcu wyszło słońce. W pośpiechu ruszyliśmy we wschodnim kierunku wyspy, żeby nacieszyć się choćby przez chwilę dobrą pogodą. Jadąc autostradą do Nordeste, postanowiliśmy w pewnym momencie odbić na lagunę Fogo. Im wyżej wjeżdżaliśmy, tym większa mgła ukazywała się naszym oczom. Na pięć kilometrów do celu nie było już żadnej nadziei na piękne zdjęcia laguny. Zjechaliśmy z góry i kontynuowaliśmy podróż do Nordeste.

Pierwszym celem naszej wycieczki stał się punkt widokowy – Ponta do Arnel, z którego rozprzestrzenia się ciekawy widok na wschodnie wybrzeże wyspy. Z tego też miejsca można uzyskać dobry widok na pierwszą latarnię morską na Sao Miguel.

Po zrobieniu paru zdjęć pojechaliśmy w pobliże naturalnych basenów. Auto zostawiliśmy na górnym parkingu, ponieważ mieliśmy obawy, że w drodze powrotnej mogłoby nie podołać stromemu wzniesieniu. Słońce nie przestawało grzać, a widoki były wciąż zadowalające.

W pobliżu Noredeste znajduje się Park Naturalny Caldeiros. Miejsce idealne dla rodzin z dziećmi. Na terenie parku znajduje się małe muzeum etnograficzne, młyny i przede wszystkim wodospady (w tym jeden największy na wyspie), które robią niemałe wrażenie.  Jest to miejsce bardzo atrakcyjne, gdzie przyroda gra główną rolę. Zieleń aż razi w oczy. Wstęp do parku jest bezpłatny.

Na koniec dnia zajechaliśmy ponownie do Furnas. Przed kolacją odwiedziliśmy drugie geologiczne miejsce w tej części wyspy – Caldeira das Furnas. Na tym terenie dominują gorące gazowe wyziewy, czyli solfatary. Dużo dymu, dużo siarkowego smrodu i krajobraz jak z kosmosu. To chyba nigdy nie przestanie się nudzić 🙂

Dzień 5

Ostatniego dnia pogoda znowu przestała udawać, że jest fajna – zrobiło się pochmurno, zaczął padać deszcz. Od razu wiedziałem, że ten dzień nie będzie moim najlepszym w życiu. Na koniec naszej azorskiej wycieczki pozostawiliśmy odwiedzenie Parku Caldeira Velha, gdzie mogliśmy ponownie obcować z naturą, relaksując się przy tym w gorących źródłach. Wstęp do parku kosztuje 8 euro, jeśli planujemy kąpiele lub 4 euro, jeśli chcemy jedynie pospacerować po jego terenie (płatność tylko gotówką!). Będąc na miejscu warto odwiedzić małe centrum informacyjne, gdzie uzyskamy sporo informacji na temat historii wulkanicznej tego regionu.

Na sam koniec zostawiliśmy sobie wizytę na plantacji herbaty Cha Gorreana, na której terenie znajduje się najstarsza w Europie fabryka herbaty (początki działalności sięgają roku 1883). Każdy z odwiedzających może wziąć udział w bezpłatnej wycieczce po fabryce, która kończy się degustacją herbaty. Wszyscy smakosze tego napoju mogą na koniec zakupić produkowaną w tym miejscu herbatę w cenach promocyjnych. Obecnie fabryka działa tylko kilka miesięcy w roku, ale otwarta dla zwiedzających jest przez cały rok.

Podsumowując wyjazd na Azory muszę bez zastanowienia stwierdzić, że pogoda w sposób absolutny wpłynęła na brak mojego pozytywnego odbioru wyspy. Wszystkie piękne jeziora usytuowane wysoko nad poziomem morza, błękitne laguny, większość punktów widokowych dających niesamowite spojrzenie na krajobraz wyspy, to wszystko zabrała kapryśna pogoda i mgła. Wiem, że wspomniane atrakcje wywarłyby na mnie olbrzymie wrażenie, dlatego tym bardziej jestem zdenerwowany faktem, że właśnie w terminie naszego przyjazdu pogoda nie chciała z nami współpracować. W przyszłości jednak na pewno postaram się wrócić w ten rejon Europy. Oczywiście będzie to miało miejsce dopiero po przestudiowaniu prognoz pogodowych z ostatnich kilku lat. Wierzę, że będzie mi jeszcze dane zobaczyć „Usta Piekieł”.

 

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *