Zapomnieć o wszystkim. Gili Trawangan.

Opublikowano Gili Meno Gili Trawangan Indonezja

Na Gili’s Island trafiliśmy prosto z Bali, przy okazji naszego pobytu na wyspie. Bilety łączone (transfer z hotelu do przystani oraz szybka łódź w dwie strony) kosztowały nas 1 mln IDR. Kupiliśmy je po negocjacjach w jednym z licznych punktów sprzedaży w miejscowości Ubud.

Bus jadący do przystani w Padangbai odebrał nas z hotelu kilka minut po godzinie 7:00. Najpierw pojechaliśmy zabrać ostatnie brakujące osoby, a następnie prosto do Padangbai. Przejazd trwał ponad godzinę. Po przyjeździe na przystań nie zdążyliśmy jeszcze wyjść z busa, a nasze plecaki były już rozładowane. Obsługa przypięła na każdy bagaż etykietę i przetransportowała je na molo, gdzie czekała zacumowana łódź. W porcie widzieliśmy kilka szybkich łodzi. My płynęliśmy z firmą Wahama, którą mogę polecić. Podróż przebiegała w komfortowych warunkach (wygodne siedzenia, telewizor – puścili „Kapitana Philipsa”, bar). Rejs rozpoczął się o 9:30. Mieliśmy do pokonania trasę: Padangbai – Lombok – Gili Air – Gili Trawangan. Przewidywany czas podróży wynosił 1h 40min, ale ostatecznie płynęliśmy trochę ponad 2h.

W porcie niespodziewanie czekał na nas chłopak z hotelu, w którym mieliśmy spędzić jedną noc. Dobrze się złożyło, bo na pewno zajęłoby nam trochę czasu znalezienie właściwej drogi. Założyliśmy tylko stroje kąpielowe i poszliśmy zwiedzić wyspę. Byliśmy naprawdę zaskoczeni ilością barów, restauracji, sklepów, agencji turystycznych, bankomatów (naliczyliśmy aż 7), czy wypożyczalni rowerów na Gili Trawangan. Jak na taki średniej wielkości piaszczysty placek położony na morzu, zagospodarowanie terenu było ponad stan. Od strony portu na plażę można wejść jedynie po przejściu jakiegoś lokalu, co bynajmniej dla mnie nie jest plusem. Wielkim minusem Gili Trawangan jest także ilość łodzi zacumowanych przy brzegu, które utrudniają swobodne pływanie. Na plaży ciągnącej się dookoła wyspy stoją domki, leżaki itp., które można zająć po kupienie czegokolwiek w barze/restauracji, do których należą. Szczególnie polecam kupienie grillowanej kukurydzy, którą przyrządzają z masłem, czosnkiem lub pikantnym sosem. Cena jednej kolby to tylko 10-15 tyś. IDR, a ich smak jest oszałamiający. Gili Trawangan w opinii wielu osób jest uznawane za najbardziej rozrywkową ze wszystkich trzech wysp. Mogę potwierdzić, że nie ma w tym cienia kłamstwa. Głośna muzyka z każdego lokalu, lejące się piwo litrami i ogólna imprezowa atmosfera, którą czuć od samego zejścia z łodzi na ląd – tak w skrócie można opisać to miejsce. Nie jest jednak tak, że nie znajdziemy na wyspie cichego zaułka. Wystarczy przejść na jej drugą stronę, żeby znaleźć ustronne miejsce, gdzie można zaznać ciszy i spokoju.

Po spacerze główną drogą, biegnącą przy porcie, znaleźliśmy w cieniu kawałek plaży dla siebie. Jeśli chodzi o plaże, to przy restauracjach i hotelach są wysprzątane. Z kolei w innych miejscach zaśmiecone.

Kiedy już udało mi się pokonać dystans do głębszej wody, moim oczom zaczęła się pokazywać rafa koralowa. Naprawdę ładna i nieco inna niż ta na Malediwach oraz Perhentianie. Trzeba trochę jej poszukać, bo wprawdzie rafa jest wszędzie, ale w niektórych miejscach pozostały tylko jej szczątki. Zobaczyłem tez kilka nowych gatunków ryb. Pokonując kolejne długości nagle przepłynął obok mnie żółw. Wybierał się na podwieczorek, a akurat w miejscu, w którym pływałem było sporo jego ulubionego pożywienia. Postanowiłem mu się trochę poprzyglądać robiąc zdjęcia i kręcąc filmy. Żółw w żaden sposób nie przejmował się moją obecnością, bo jeszcze kilka razy wypływał na powierzchnię tuż przy mnie. Tego dnia miałem wielkie szczęście, bo widziałem jeszcze 2 inne żółwie. Natomiast, w ostatni dzień pobytu były one na tyle towarzyskie, że można było je podziwiać 2-3 metry od brzegu. Ponownie zajadały się swoim przysmakiem. Przejrzystość wody była idealna, zresztą ledwo co sięgała mi pasa.

Wieczorem na Gili Trawangan ma miejsce wielkie grillowanie. Na dużym placu po godz. 19 lokalni sprzedawcy wystawiają to, co udało im się złowić. Do wyboru jest wiele owoców morza (kraby, krewetki, kalmary, ryby). Jeśli ktoś za nimi nie przepada to może spróbować lokalnego jedzenia. Na targu obowiązkiem jest targowanie się ze sprzedawcami. Odwiedziliśmy wszystkie stanowiska wypytując o ceny i każdy z nich podawał inną za tą samą rzecz. Nam udało się kupić ogromną, kolorową rybę za 100 tyś. IDR. Była to świetna cena. Niestety nie byliśmy do końca zadowoleni z zakupu (lepiej kupić sprawdzony gatunek, niż kupować dziwadła), ponieważ ryba (sweet lips) okazała się ciężka do zjedzenia i nie była smaczna. Za drugim razem wzięliśmy kalmary i „normalną” rybę – byliśmy bardziej zadowoleni.

Komentarze (0)

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *